czwartek, 24 marca 2016

Wreszcie zima(?) :)

Czy jedna podróż może generować, być przyczyną kolejnej? Dlaczego by nie?! :D
Jeszcze przed wyjazdem do Ameryki Południowej, w ramach przygotowań do wyjazdu, robiliśmy spore zakupy i przy okazji wzięliśmy udział w konkursie jednego ze sklepów z górską odzieżą. Jak już się pewnie domyślacie - wygraliśmy go, a w ramach nagrody czekał nas tydzień w austriackim miasteczku Kaprun w pobliżu lodowca z niesamowitymi warunkami narciarskimi i ski pass'ami w ramach wygranej. Przyznaję, że to najlepsza wygrana w moim życiu, która bije nawet "4" w totka ;)


Kaprun to malutka miejscowość leżąca obok nieco większej, za to niezwykle malowniczej - Zell am See. Bardzo ładne, leżące nad uroczym jeziorkiem i otoczone wysokimi górami miasto. Jezioro nazywa się Zeller See i w czasie letnim jest żeglowne, zatem atrakcje mamy tutaj cały rok. Miejsce to znajduje się 60km od Salzburga i 100km od Insbruka, a od Wrocławia jest to 8h wygodną autostradą (wystarczy wyjechać na obwodnicę, kierować się na Niemcy) i jeszcze godzinka przez cudowne austriackie wioski i górskie krajobrazy.
Natomiast za komentarz na temat warunków narciarskich i organizacji infrastruktury niech wystarczy fakt, że odbywają się tam puchary świata w narciarstwie alpejskim i snowboardzie. Na sam szczyt lodowca, Kitzsteinhorn wjeżdża się aż trzema gondolami, na wysokość ponad 3000m. Stamtąd dostępnych bez liku mamy zróżnicowanych i szerokich tras zjazdowych, którymi do ponownego stania w kolejce do wyciągu (niestety kolejki są) jedziemy przynajmniej 15-20min jeśli bardzo nam się śpieszy :)
Trasy przygotowane są fantastycznie, choć miejscami tworzą się mniej przyjemne muldy po kilku godzinach jazdy - przy takich tłumach ludzi nie ma w tym chyba nic dziwnego. Miejsce jest bardzo popularne i znane na całą Europę. A jedni napotkani Polacy powiedzieli nam, że lubią zwiedzać nowe miejsca, gdy jednak szukali czegoś nowego w tę zimę, nie znaleźli nic co chociaż by dorównywało temu miejscu, więc wrócili. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, niezależnie od poziomu umiejętności, czy specyfiki, są trasy freeride'owe, snowpark i oczywiście mnóstwo klasycznych tras.
Więcej o miejscu i jego infrastrukturze znaleźć można na jego oficjalnej stronie, z dostępnymi informacjami również po polsku TUTAJ.

Zauroczony Austrią byłem ogromnie już po naszej krótkiej, zeszłorocznej wizycie w tym kraju. Odwiedziliśmy na krótkie zwiedzanie Wiedeń, a następnie alpejskie miejsce wspinaczkowe, które swą urodą podbiło moje serce. To jakie ten kraj ma nie tylko warunki i "estetyczność" stworzone przez człowieka, ale również jakie ma warunki naturalne, daje w sumie obraz, który mnie uwiódł i stałem się nagle wielkim fanem tego alpejskiego kraju. Z ogromną chęcią wrócę do Austrii, czy to na deskę, czy wspinaczkowo, a nawet na treking, lub spływ kajakowy.

Do tego wszystkiego, jakby szczęścia było mało, pogoda dopisała nam doskonała. Jak na połowę marca, w miasteczku panowała iście wiosenna pogoda, słonecznie, ciepło (nawet kilkanaście stopni w słońcu) i czuło się koniec zimy. Na lodowcu natomiast, choć wciąż słonecznie i przyjemnie, to zima była jeszcze w sam raz na stok. Po spędzeniu całej zimy w Ameryce Południowej, był to nasz pierwszy śnieg w tym sezonie, bo w Polsce pod koniec lutego i w marcu zimy przecież nie ma :]

Po backpackerskich wojażach, nagle czterogwiazdkowy hotel ze spa i wyrafinowaną restauracją okazały się takim luksusem, że czasem nie wiedzieliśmy jak się tam zachować ;] Zupełnie nie przywykliśmy do takiego standardu, było to więc fantastyczną odmianą... Choć oczywiście nie przekona nas ona do zmiany stylu podróżowania z backpackerskiego na all inclusive ;)
I tak spędziliśmy tydzień objadając się świetnym jedzeniem i deserami, szalejąc na stoku w pełnym słońcu, a wieczorami wygrzewaliśmy się w różnych saunach i na basenie. Na stoku, jak można przypuszczać, mijaliśmy pewnie co najmniej kilkoro bardziej znanych osób, nam udało się rozpoznać Apoloniusza Tajnera (prezesa Polskiego Związku Narciarskiego, gdyby ktoś nie kojarzył - byłego trenera Małysza) wraz ze swą młodą towarzyszką ;)
A ostatniego dnia, przed powrotem do Polski, Kaś zrobiła mi urodzinową niespodziankę, gdy nasz stolik na śniadanie był uroczyście przystrojony, a kelnerzy przyszli z życzeniami :D Miłe zakończenie cudownego tygodnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz