Qatar on the way

Qatar Airways, to prężnie działająca linia lotnicza, z bardzo rozwiniętą siatką połączeń, zwłaszcza między Europą a Azją i Afryką. Często więc wybierając na wakacje takie kierunki, korzystamy z usług tego przewoźnika, który ma zazwyczaj lepszą ofertę (czyt. tańszą) od wielu europejskich linii, niemieckich, francuskich, brytyjskich, czy fińskich. (Za to polecam sprawdzić rosyjski Aeroflot. ;)
Niewiele osób jednak wie, że przy okazji egzotycznych wakacji, można niemal w gratisie zaliczyć szybkie zwiedzanie również Kataru...

Mając przesiadkę i dostatecznie dużo czasu oczekiwania na kolejny lot, a jest to nasz lot w pierwszą stronę, można załapać się na darmowy Doha City Tour organizowany przez linie lotnicze. Grupy zbierają się 4 razy dziennie o określonych godzinach. Informacje można znaleźć na oficjalnej stronie przewoźnika TUTAJ.
Zgodnie z tym, jak reklamuje się na stronie, można w ten sposób odwiedzić cztery najważniejsze turystycznie miejsca. A ponieważ nie jest to kraj z głębokimi tradycjami historycznymi, wiąże się to głównie z zobaczeniem sklepów i targów, w tym biżuterii. Miejsce o największej wartości turystycznej może mieć jedynie największe na świecie Muzeum Sztuki Islamskiej.
Zainteresowani muszą zgłosić się do odpowiedniego stanowiska na lotnisku po przylocie do Doha.

Jeżeli z różnych powodów uczestnictwo w Tour'ze nie jest możliwe, można sobie zorganizować go samodzielnie w nieco innym zakresie. :)
Nie jest to wcale takie trudne. Należy samodzielnie przejść przez Immigration, by wyjść ze strefy przesiadkowej i wejść na teren Kataru. Spokojnie i bez problemów można uzyskać w ten sposób pozwolenie "wjazdu" do kraju bez wizy. Następnie, przed wyjściem do hali przylotów, trzeba znaleźć stoisko Informacji Turystycznej, gdzie można kupić bilet na komunikację miejską w dwóch wariantach; bilet całodzienny lub na 2 przejazdy.
Jednym autobusem można przejechać przez całe centrum i najbardziej istotne punkty miasta, aż do ekskluzywnej dzielnicy wieżowców, która wciąż jest właściwie wielkim placem budowy przed Mistrzostwami Świata. Ci, którzy chcą tylko nacieszyć oczy widokami, które ostatecznie nie robią aż takiego wrażenia, jak można by pomyśleć, nie muszą nawet wychodzić z autobusu, tylko po 1,5h przejażdżki wrócić na lotnisko. Można też (najlepiej zapytać o konkretne miejsce kierowcy, który nie zatrzymuje się na każdym przystanku, a jedynie na żądanie) z niego wyjść, by obejrzeć coś z bliska.

Zdecydowaliśmy się na taką samodzielną wycieczkę po mieście dwukrotnie, w obie strony drogi na wakacje (o których w kolejnym poście ;). Można przespacerować się w pobliżu wieżowców, choć to akurat dość uciążliwe i nudne. Nie spotkamy zbyt wielu ludzi (przynajmniej w godzinach wieczornych w naszym przypadku), a próby przedostania się przez ulice w legalny sposób, czyli po pasach, wiąże się z bardzo długim czasem oczekiwania na zielone światło dla przechodniów.
Można też wysiąść w centrum, w pobliżu wspomnianego już Muzeum. Nawet nie wchodząc do środka, w jego otoczeniu mamy do dyspozycji dość przyjemny park (akurat na nim odbywał się targ), w pobliżu trochę ciekawszych budynków, oraz kolorowy, oświetlony deptak wzdłuż morza, gdzie spotkamy spacerowiczów i nagabywaczy, by wybrać się statkiem do przeciwległej dzielnicy wieżowców.

Całość... dość zwyczajna. Widać przepych (ale, że jest to najbogatsze społeczeństwo świata?!) i organizację na wysokim poziomie, by pokazać się światu w 2022, ale wiedząc, że podobnie wygląda każde większe miasto w USA, widok po prostu nie powala na kolana. Może mieliśmy też zbyt mało czasu na poznanie miejsca lepiej.
Poszukiwanie czegoś w rodzaju przystanku autobusowego, by wrócić na lotnisko, okazało się wyzwaniem, ale przy odrobinie szczęścia i uprzejmości kierowcy, udało się zatrzymać autobus w dość przypadkowym miejscu. I to okazało się najciekawszym doświadczeniem z tego arabskiego kraju. Kierowcą okazał się Kenijczyk, chrześcijanin, który mieszka i pracuje tam od kilku lat. Wniosek z dłuższej rozmowy jest jednak taki, że życie, poza zarobkami, w Doha jest dość ciężkie i mało przyjazne. Trudno o zawarcie jakiś znajomości, a całość sprawia trochę wrażenie więzienia, które daje się opuścić jedynie i wyłącznie przez jedyne okno na świat, którym jest lotnisko. Pewnie wpływ na tę opinię miało też to, że cała jego rodzina, z żoną i dziećmi, pozostała w Kenii.

Mimo wszystko warto skorzystać z tej rzadkiej okazji, by obejrzeć kraj stworzony i zarządzany właściwie przez jedną rodzinę Szejków.
A co do katarskich linii lotniczych... doświadczyliśmy ogromnego rozczarowania. Stary Airbus, model wykorzystywany przez Wizzair'a, wraz z dość "szorstkim" obejściem stewardess z pewnością nie są godne opinii, że jest to druga najlepsza linia na świecie...

Kilka ciekawostek: Katar jest państwem - Emiratem (głową jest Emir z panującego rodu). Emir powołuje rząd i premiera, ale nie ma parlamentu, ani partii politycznych. Ich waluta do złotówki jest wyceniana praktycznie na 1:1 i oczywiście nie jest tanio (np. dwa makarony - 100pln). Kraj znajduje się na półwyspie i jedynym sąsiadem jest Arabia Saudyjska (z którą aktualnie stosunki ma fatalne). Nie posiadają żadnych zbiorników wody słodkiej, w całości musi być sprowadzana lub odsala się wodę morską. Od 1949 wydobywa się ropę, a w 1971 uzyskano niezależność od Wielkiej Brytanii. W tym samym roku odkryto ogromne złoża gazu (3. na świecie). Bezrobocie, to zaledwie 0,5%.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Meksyk, okolice Cancun

Sylwestrowe Lechaim!

La Habana – dezorientująca układanka rozsypujących się puzli