Posty

Wyświetlam posty z etykietą Boliwia

Perspektywa po powrocie

Obraz
Zatem wróciliśmy. Bez większych przygód tym razem, za to długim i nudnym lotem do Madrytu, starym jak świat samolotem Iberii. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że jeszcze takie samoloty mogą być używane na tak dużych dystansach. Następnie lot do Mediolanu, gdzie spędziliśmy sobie Walentynki na zakończenie całego tripu i następnego dnia Polska. Trzeba by chyba podsumować... Ale na początek może jeszcze kilka spostrzeżeń o życiu i podróżowaniu na tym kontynencie jako całości. Wyraźnie brakuje tam Ryanaira, czy innego Wizzaira, co prowadzi do tego, że czasem można taniej polecieć do Europy niż z np. z Argentyny do Peru, czy Ekwadoru. Sytuacja dla mnie trochę niezrozumiała, za to tłumaczy ona przyczynę dlaczego rozwinęły się tam tak dobrze wszelkie linie autobusowe. A potrafią być na prawdę luksusowe i wygodne, i nie zawsze drogie. Czasem na pokładzie autobusu mamy do dyspozycji stewardessę, darmowe przekąski i napoje. Na większe posiłki raczej autobusy zatrzymują się na postojach, gdzi...

Boliwia

Obraz
Boliwia jest krajem pełnym sprzeczności. Z jednej strony nie wpuszczają do siebie wielkich koncernów chroniąc rodzimy biznes (nie ma tu np McDonalds, Pizza Hut, czy Starbucks, za to są Burger King i Coca-Cola). Z drugiej strony kierują się raczej powódkami komunistycznymi (władza raczej w tę stronę patrzy) i nie jest łatwo prowadzić interesy nikomu. Niby są pro rodzinni. Kobiety przez całą ciążę otrzymują od rządu zdrową żywność i rok po porodzie mleko i potrzebne rzeczy dla dziecka. Ale równocześnie w ciążę zachodzą 13-15latki i to jest tutaj normalne, brakuje edukacji i właściwego prawa. Pobierane są, w sumie nielegalnie, podatki za wjazd do niektórych miast, czy nawet wyjazd z kraju przez granicę do Chile(!). Podczas gdy prawdopodobnie niemal cały handel jaki się odbywa na ulicach nie jest wcale opodatkowany... Można by tak jeszcze wymieniać. Wi-Fi jest niby standardem, ale często bardzo wolne, udostępnione z telefonu i zawodne. Ciepła woda raczej jest, do tego w odróżnieniu od ...

Salar de Uyuni

Obraz
Napar z liści koki Powrót z dżungli wiązał się z powrotem na duże wysokości. Najpierw na 1,5doby do La Paz (3600m npm), a następnie autobusem przez najwyżej położone miasto na świecie - Potosi (3967m npm) do Uyuni (3700m npm). Podróż tym razem zajęła 10h. Podobnie jak w Arequipie dopadła nas choroba wysokościowa. Totalne osłabienie, biegunka, a mnie dodatkowo gorączka i dreszcze. Wcześniejszą aklimatyzację trafił szlag po tygodniu na niższych wysokościach. Żadne leki nie radzą sobie z objawami, a te na chorobę wysokościową potrzebują czasu. Wspomagaliśmy się więc znów herbatą z liści koki oraz ich żuciem i czekaliśmy aż zadziałają leki, choć na aklimatyzację mieliśmy zaledwie dobę... Co dalej? Czekała na nas już 3-dniowa podróż po pustyniach na pograniczu Boliwii i Chile, gdzie z każdym dniem mieliśmy znajdować się co raz wyżej. Wyruszyliśmy więc z obawami, czy biegunka pozwoli nam się cieszyć tym czasem, ale najwyraźniej nasze organizmy tym razem poradziły sobie szybciej z ...

Amazonia!

Obraz
To będzie jeden z tych nudnych postów z fauną w tle... Zatem kierunek Pampas, Amazonia. Jakoś nigdy nie wierzyłem w to, że się tam znajdę. Amazonia to oczywiście rozległe pojęcie, ale boliwijskie Madidi jest jej częścią. Autobusem mieliśmy jechać 15h do Rurrenabaque, małego miasteczka u bram najprawdziwszej dżungli. Tylko dzięki zainteresowaniu sąsiedniego pasażera dowiedzieliśmy się, że dotarliśmy na miejsce o 4h wczesniej i w środku nocy, o 3:30 znaleźliśmy się na miejscu. Na dworcu postanowiliśmy poczekać, aż zrobi się widno. Kolejna niespodzianka czekała tuż za rogiem, gdy okazało się, że jesteśmy na nowym terminalu, poza miastem, a koło lotniska, które wydawało się jakimś żartem. Najmniejsze jakie w życiu widziałem i równie dobrze mogło być zwykłą stodołą. Stary terminal, na który mieliśmy dotrzeć by mieć już blisko do kolejnego transportu okazał się od dawna zamknięty. Z pomocą GPSa, który nie omieszkał poinformować, że na terenie Boliwii nawigacja nie działa (wtf?!) dostali...

Drogą śmierci do dżungli

Obraz
Droga śmierci (el camino de la muerte), to około 50km na rowerach. Trudność nie polega na odległości, bo cała droga, to stromy spadek z 4700m do 1300m npm, wiec nie trzeba nawet zbyt wiele pedałować. Natomiast trudnością jest okiełznanie prędkości jakie się w tym czasie osiąga jadąc przez 90% czasu po kamieniach, kocich łbach, z ostrymi zakrętami i przejeżdżając przez strumienie, czy pod wodospadami. Widoki fantastyczne, ale pilnować trzeba się stale. Dostaliśmy dobrze wyglądające rowery, z lekko łysymi tylnymi oponami. Pierwsze dwa odcinki były jeszcze asfaltowe, choć na drugim zaczęło niestety padać. Kasi rower pędził jak oszalały, mój nieco wolniejszy, ale prędkości wystarczały, by wyprzedzać ciężarówki. Wreszcie ułożyłem się na rowerze lepiej, odważniej wchodziłem w zakręty i zacząłem szybko doganiać grupę z przodu. Chyba nawet zbyt szybko jak na deszczowe warunki i łyse opony, bo gdy zorientowałem się, że wszyscy hamują by się zatrzymać znalazłem się w kiepskim położeniu. Zah...

Boliwijskie wycieczki

Obraz
Boliwia miała nam dostarczyć przede wszystkim widoków i kontaktu z naturą. Parków narodowych i wartych zobaczenia miejsc jest tu od groma i musieliśmy cos z tej długiej listy wybrać. Zmieniliśmy nieco plany i zdecydowaliśmy odwiedzić prawdziwą dżunglę, a La Paz potraktować jak miejsce wypadowe, skoro mamy tu bezpieczne lokum na zostawienie rzeczy. Szukaliśmy biura podróży, które w dobrej cenie zorganizuje nam 3 wycieczki, których samodzielnie ogarnąć nie sposób. Potrzebny jest sprzęt, przewodnik, wejściówki na tereny parków narodowych i w niektórych przypadkach pokonanie dużych odległości. Znaleźliśmy takie i mimo sporego wydatku mielibyśmy trochę czasu zorganizowanego, bez problemów typu gdzie teraz nocleg, co jemy i gdzie jedziemy. Pozostała kwestia zorganizowania gotówki. I tu zaczęły się schody... O ile w Peru bez problemu wypłacałem dolary z każdego bankomatu, o tyle w Boliwii niewiele z nich oferuje taką możliwość. Gdy znaleźliśmy taki, bankomat myślał, myślał i myślał, by po ...

La Paz

Obraz
Jeszcze w Copacabanie płynąc na Isla del Sol poznaliśmy troje przemiłych Polaków; Magdę, Karolinę i Piotra. Wspólny dzień i kolacja były najciekawszym punktem nad Titicaca. Tam też odbyliśmy w hostelu naszą pierwszą kłótnię po hiszpańsku z pracownicą, która zakręcała i odkręcała ciepłą wodę, gdy się kąpaliśmy ;] Razem też całą grupą dojechaliśmy do La Paz. Miasta, które dotychczas straszyło nas z różnych opowieści, a na pierwszy rzut oka wydało się paskudne, ale stopniowo zaczęło zdobywać nasze zaufanie. Pierwszą noc, dzięki uprzejmości wspomnianych Polaków, spędziliśmy z nimi w bardzo porządnym hotelu. Ich rezerwacja przypadła na pokój, w którym stało wolne lóżko, więc przekonałem recepcjonistę, że lepiej jeśli coś na nim zarobią, niż by miało stać puste. :) Wcześniej szukaliśmy noclegu na couchsurfingu i zależało nam bardziej niż gdziekolwiek, by w La Paz spać u kogoś zaufanego. Niestety i tu wszyscy odmawiali. Jedynie pewien Roddy, nauczyciel salsy i, jak podejrzewaliśm...