Posty

Wyświetlam posty z etykietą Indie

Powrot

Obraz
Gdy żegnałem się z KIBI, miałem wręcz wrażenie, że to miejsce również żegna się ze mną. Zielona Tara niemal poraziła mnie prądem. :) Więc czas wracać. I szczerze, nawet nie jest mi z tym tak ciężko, jak myślałem, że będzie ;) Czuję nawet (w końcu) podekscytowanie na tę podróż. Mam poczucie, że tak na prawdę dopiero teraz zaczyna się ta prawdziwa i najważniejsza. Dlatego, że po powrocie trzeba będzie się sprawdzić na ile rzeczywiście coś zmieniło się w moim życiu. Sprawdzić nowe priorytety i wykorzystać nowe siły do tego, by coś zmienić i zbudować coś ważnego. Wielkie rzeczy dopiero nadchodzą... :) Aeroflot od dziś stał się dla mnie najlepszą linią lotniczą na świecie. Serio :D Przy boardingu wyczytane zostało moje nazwisko. Podszedłem trochę zdezorientowany. Okazało się, że z jakiegoś tajemniczego powodu, zostałem przesunięty do klasy bussiness ;] Dużo przestrzeni, fotel regulowany w 20 miejscach, posiłek z tylu dań, że nie zliczyłem, na poziomie drogiej restauracji i steward...

Uwaga! Hindus za kierownica!

Jeszcze w Port Blair spotkałem 2 Hindusów, którzy trochę podróżowali po Europie. Podsumowali, bardzo trafnie, że to co tutaj dzieje się na ulicach, musi być dla mnie jak dziki zachód. :) Przyszło mi na myśl, co taki Hindus musi mieć w głowie, gdy przyjeżdża do Europy na początku. Myśli pewnie: "Co za idiota to zbudował?! Dlaczego wszyscy jeżdżą pod prąd? Ludzie mają chodniki? I nie chodzą po ulicach?! A jak na nie wchodzą, to inne samochody się zatrzymują? Gdzie są ich wszystkie krowy i psy? Nikt nie trąbi? Samochody trzymają się swoich pasów? Przecież tak się nie da funkcjonować! A te kierunkowskazy? One coś znaczą?! Nonsens, co za wymysł?! I może jeszcze na te wszystkie znaki przy drodze ktoś zwraca uwagę?" To dla nich dopiero musi być dziki zachód. Albo może odwrotnie. Zbyt sztywne i za ciasne pudełko, by się w nim wygodnie zmieścić?

Podsumowanie

Przed przyjazdem do Azji słyszałem od ludzi, którzy mieli już za sobą taką podróż, że fajnie jest tego doświadczyć. Raz. Bo generalnie życie tutaj jest denerwujące, pełne trudności, nie ma takiego miejsca do rozwoju jak Europa (to akurat prawda) i w końcu, że naukom, które nam są przekazywane, niczego nie brakuje, są pełnowartościowe. I zwłaszcza to ostatnie chciałem sprawdzić. Nie zawiodłem się. Powiem nawet, że nauki w Europie często lepiej do mnie trafiają, niż od tutejszych nauczycieli, są bardziej przejrzyste. Ale nie powiedziałbym, że jest tu tak źle, denerwująco, albo że nie ma warunków do rozwoju. Moim zdaniem są tu miejsca, gdzie rozwój może wydarzać się niemal samoczynnie. Na pewno nie wrócę już w każde z miejsc, w którym byłem. Ale do Kathmandu, czy Bodhgaya wrócę najszybciej, jak to będzie możliwe. Kiedyś twierdziłem, że życie jest za krótkie, by jechać dwa razy w to samo miejsce. Teraz twierdzę, że życie jest za krótkie, by w te dwa miejsca pojechać wystarczającą lic...

KIBI again + Taj Mahal

Obraz
I znów w KIBI. Przywitała mnie grupa żartujących Niemców (tak, istnieją tacy) i pyszna kolacja. Mimo, że jestem tu dopiero drugi raz, poczułem, jakbym wracał do domu. :) To zadziwiające też dla mnie, jak mocno miejsce wpływa na motywację do praktyki. Ledwo tu przyjechałem, a już chce mi się medytować 5x bardziej. W innych miejscach szukam sobie wymówek, zupełnie niepotrzebnie. A tu cała, wielka Gompa dla mnie :) Mimo końca wycieczki i bliskości domu (śmieję się, że jestem już blisko domu, bo przecież z Delhi mam wylot), to jeszcze nie koniec zwiedzania. Pojechałem do Czerwonego Fortu. Właściwie nic wielkiego, trochę obwarowań wpisanych na listę UNESCO :) Za to obok olbrzymi, prawdziwy, niekończący się targ. Może trochę zbyt nowoczesne artykuły, ale poczułem, że zapewne handel w tym miejscu wygląda w ten sam sposób od stuleci. Przekrzykiwanie się na wzajem, targowanie się, schodzenie z ceny i wciskanie Ci zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Ciekawe przeżycie. Zauważyłem też, ze bardzie...

Andamany cd

Obraz
Wyobrażacie sobie, że na Andamanach nie ma adresów? Podajesz tylko nazwę hotelu, firmy, czy miejsca i... to wszystko :) Zresztą adresy w innych częściach Indii też nie są rozwiązaniem. Wyobrażacie sobie, że w Europie taksówkarz nie zna adresu, który mu dajecie? Tutaj wsiadasz do taksówki, czy rikszy, podajesz adres, negocjujesz cenę, ruszacie, po czym obserwujesz jak Twój kierowca pyta innych o drogę, bo jej nie zna. Po prostu... :) Trochę było kłopotów z nurkowaniem, ale w końcu się udało, choć jednak bez wraków. Samolotu też nie znalazłem. ;] Generalnie trochę nowych rybek, których w Egipcie nie ma, niektóre wielkie okazy i rzadkie ukwiały. Ale jakoś nie byłem zachwycony. Master diver, mimo, że na wyłączność, słabo rozgarnięty. Nurkowanie dość płytkie, do 18m, rafa mała i momentami kiepska widoczność. Wciąż też bez żółwi i delfinów. Nie powaliło mnie to, ale kolejne godziny pod wodą zaliczone. Brak grupy sprawił, że nurkowania były dłuższe, ja przecież prawie nie zuży...

Wesołych Świąt!

Obraz
Może nie z wysp Wielkanocnych, ale wesołych i radosnych życzę wszystkim w kraju :) Rano z Adamem spotkaliśmy się z trzema miejscowymi studentami na motorach. Motocykle były dwa, więc bym mógł się zabrać, zadzwonili po jeszcze jednego kolegę. Obwieźli nas po kilku miejscach. W zamian postawiliśmy im obiad i wieczorem alko. Bardzo szybko starają się zaprzyjaźnić i być blisko. Zadają szybko takie pytania, że ho-ho ;) Zabrali się też za obsługę mojego telefonu, by obejrzeć moje zdjęcia i przesłać bluethooth'em swoje. Jak, u licha, poradzili sobie z polskim menu?! Na motocyklach zatrzymała nas nawet policja do kontroli. Ale mam wrażenie, że to przeze mnie, bo najwięcej pytań było do mnie. W stylu skąd jestem i jak mam na imię ;) Za to na plaży policjantka próbowała wyżebrać ode mnie "one dolar"... wtf? Później jeszcze poszliśmy z Adamem i moją piersiówką, jak porządni Polacy, do parku. Gadaliśmy kilka godzin o filozofii, Buddyzmie, życiu i podróżach. W sumie szkoda...

Port Blair

Obraz
17.04.14 Tak jest, moi drodzy. Drobne wakacje na Andamanach. ;D Gdy wysiadłem z samolotu, napadła mnie grupa riksiarzy. I mimo, że wiem, że tak się nie robi, olałem listę hoteli jakie miałem i zdałem się na jednego z nich. Po długich ustaleniach na czym mi zależy, ruszyliśmy. Pierwszy hotel był paskudny. Mimo to, zmęczenie i wola wzięcia prysznica po 2 dniach podróży prawie mnie tam zatrzymały. Kierowca się jednak wygadał, że to praktycznie poza miastem :] Drugi hotel już był strzałem w dziesiątkę. Gdy zobaczyłem wielu białych turystów, wiedziałem, że zostaję. Cena dobra, do tego gość z recepcji bardzo pomocny. Jedynym minusem miała być odległość od plaży. Myślę sobie - niemożliwe. Ale faktycznie, powrócił koszmar włoskiego Livorno... Jak można zbudować miasto nadmorskie bez kawałka plaży!? Nonsens! No ale mówię sobie: "ja nie dojdę?" Więc ruszyłem w upale, długą promenadą wzdłuż wybrzeża. Ludzie się po drodze uśmiechali, witali itd. W końcu sobie myślę, że chyba mogę...

Darjiling

Obraz
14.04.14 Ze wspomnianą już ekipą 2 Niemek, 2 Nepalczyków, 1 miejscową i kierowcą, jeepem wyjechaliśmy wcześnie rano z Rumteku. Bałem się, że może być ciężko się z tej dziury wydostać, zwłaszcza przez wybory, które paraliżują cały stan. Dlatego ucieszyłem się, że ekipa ma podobny plan i trochę im się do tego jeepa wprosiłem, jako, że Niemki jakoś specjalnie przyjacielsko mnie nie zapraszały. W zamian zdarły ze mnie za tę podwózkę co najmniej 2x więcej niż powinny, więc jakoś nie mam wyrzutów. Plusem, że po drodze odwiedziliśmy jeszcze w zachodnim Sikkimie kilka miejsc, do których sam bym nie dotarł. Kilka jaskiń Guru Rinpoche i stupy w Ranipul. W połowie drogi się od nich odłączyłem, bo one planowały do Darjilingu jechać dopiero kolejnego dnia, a wcześniej zbadać jakieś dzieciaki w pewnej wiosce. Pomogli mi złapać jeepa do Jorethang i tam miałem się przesiąść do Darjilingu. Do tego miejsca wszystko szło gładko. Na miejscu okazało się, że ostatni jeep do Darjilingu właśnie ...

Opcja B

Obraz
Prolog wpisu: istotnym zagadnieniem, by zrozumieć ten wpis, jest konflikt między Karmapami (podstawowe informacje znajdują się tu ). Obecnie w tradycji Kagyu panuje rozłam z powodu istnienia dwóch Karmapów. (Karmapa to głowa, główny nauczyciel w szkole Kagyu.) Popierany przez Shamara (drugi w hierarchii mistrz Kagyu), większość Tybetańczyków na uchodźstwie i większość świata zachodniego Trinlej Taje Dordże ma konkurenta w osobie Ogjen Trinlej Dordże , popieranego przez chińskie władze i (bezprawnie, wg opinii autora bloga) przez Dalaj Lamę. Klasztory i osoby popierające chińskiego Karmapę, popularnie na zachodzie nazywa się Opcją B, Sangą B, lub chińską opcją. 12.04.14 Ten dzień wywołał we mnie ogromne przygnębienie. Poszedłem do Old Monastery, klasztoru powstałego przy starym, niszczejącym domku. Tym samym, w którym mieszkał 16ty Karmapa po ucieczce z Tybetu. Klasztor bogaty, a tak ważny dom zamknięty i popadający w ruinę. Oczywiście miejsce jest pod kontrola opcji B. Gdy się t...

Rumtek

Obraz
11.04.14 Ta część będzie nudna dla niebuddystów ;) Rano poszedłem do Ani Gompa, klasztoru mniszek (Ani to po tybetańsku mniszka). Głównej mniszce (Ani Tsultrim, po prawej na zdjęciu) przywiozłem z Kathmandu reklamówkę ubrań, od jej mamy, a dla pozostałych czekoladki i książkę do nauki angielskiego, od ich nauczycielki, którą poznałem w KIBI. A jest nią Polka, Karolina :) Miałem więc mocne wejście. Posiedziałem z nimi, pomedytowałem i zaprosiły mnie na lunch. Na nim były też dwie Niemki, które robią niesamowitą robotę. Co roku zbierają grupę lekarzy różnych specjalności, miejscowych i europejskich, i jeżdżą z nimi po takich zapomnianych klasztorach na końcu świata, jak ten, badają i leczą ludzi. Niesamowite. Po jedzeniu obserwowałem jak to wygląda, bardzo zabawnie, ale przy tym bardzo pożytecznie. Jutro rano mam tam wrócić na pudżę Zielonej Tary. (Jak się później okazało robią ją rewelacyjnie, z taką werwą, że ci flegmatycy z KIBI, zwani mnichami, mogą się schować ;D ) Mniszki są p...

Himalaje w ogniu

Obraz
Sikkim udowodnił mi, że są jeszcze miejsca na świecie bez internetu. Ale pozdrowienia dla tych, którzy się martwią i dopytują, co ze mną ;) Będziecie mieć co czytać... 10.04.14 Czy przywiązanie do miejsca dharmicznego to wciąż poziom osobisty? No dobra, wiem, że tak. :| Ale gdy stanąłem objuczony bagażem po raz ostatni pod Boudha, nogi mi zesztywniały, a coś w umyśle mówiło "zostań". Ale bilet kupiony, trzeba było jechać. Pojechałem, co nie było do końca rozsądne, autobusem do Kakarvitty, na wschodnią granicę Nepalu z Indiami. Jedyne 17h drogi. Widoki Himalajów były kapitalne. Szkoda, że ludzie tak nie szanują tego, co mają. Pełno tu śmieci, a w nocy widziałem wiele drobnych i większych pożarów. Zbyt wiele, by nazwać to przypadkiem. Pewnie jakieś hinduskie święto ma w tym udział, ale to już przesada. Spodziewałem się starego, zatłoczonego autobusu. Nic z tych rzeczy. Co prawda na moje miejsce miał też bilet ktoś inny, ale autobus był bardziej przestronny niż te, któr...

Bodhgaya

Obraz
Pisanie Wam po raz kolejny, że gdzieś jest niesamowita energia, nie ma chyba już sensu, więc nie będę tego robić. ;) Medytując pod drzewem Bodhi, nóż mi się w kieszeni otworzył, gdy pomyślałem, że kilka miesięcy temu jakiś muzułmanin chciał wysadzić to piękne miejsce w powietrze . Nikt mógł już go w takiej postaci nie zobaczyć... Tyle tam szkół, klasztorów, różnych mnichów, stup . Mógłbym już stąd nie wyjeżdżać. Dużo się dzieje, dużo zwiedzania i nawet chodzenia po górach. Wczoraj na wzgórzu Dakiń był nawet mały bouldering w piaskowcu :)  Dziś wizyta u Beru Kientse. Ten człowiek to prawdziwa kula radości, dosłownie. Czerwona Dakini igrała w świetle stupy. Generalnie często dla miejscowych, zwłaszcza w małych miasteczkach i wsiach, jesteśmy atrakcją. Robią nam zdjęcia i kręcą filmy. W jednej z wycieczek natrafiliśmy na protest zamykający nam drogę przejazdu. Mało nie doszło do przepychanek między nami, a całą wioską. Na szczęście nas puścili kompromisowo inną drogą, gdz...

Maha Bodhi Express

Obraz
Duże zaległości się zrobiły. Z Delhi do Gaya z 16h pociągiem klasy sleepers (najgorsza klasa sypialna, sam na taką podróż się nie zdecyduję) zrobiło się 20. A to i tak świetny wynik! Generalnie organizatorzy straszyli nas historiami, które na szczęście nie znalazły swego miejsca w przestrzeni (jak wrzucanie krowich kup przez okna, przez dzieci w mijanych wsiach). Choć samo poruszanie się po dworcu sprawiło, że tęskniłem za starym pkp w Katowicach ;) Do pociągu trzeba się przepychać przez morze Hindusów i ich bagaże, które miałaby w Polsce 10-osobowa rodzina. Od telewizorów, przez rowerki dziecięce po kolorowe tobołki. Tyle, że od przeciętnego Europejczyka są 1,5 głowy niżsi, więc zastawić się nie jest problemem, zwłaszcza w zwartej grupie. Czują też respekt do białych. W pociągu dobrze, że trafiło mi się miejsce od razu leżące pod sufitem, bo wciąż trawiła mnie gorączka, więc przeleżałem całą podróż bez życia prawie. Reszta trochę walczyła z miejscowymi, by nie zajmowali im...

Nie oceniaj medytacji, ani stolca

Obraz
Temat kupy generalnie stał się podstawą wszelkich dyskusji i żartów. Nikogo już nie gorszy nawet podczas posiłków... ;] Niestety dopadł mnie jakiś wirus, ten sam co Karmapę, i przeleżałem pół dnia z gorączką, zamiast jechać na targ. Wziąłem od razu antybiotyk, bo nie ma czasu na choroby. Mimo totalnego osłabienia zwlokłem się na inicjację , ale to był naprawdę ciężki dzień. Oczyszczenia, yey! Wieczorem mieliśmy kolację z Karmapą i wielkie poruszenie wzbudziło, gdy dosiadł się do naszego stolika. Gdy mówił o tym, co możemy dla niego zrobić, miałem ciary na plecach. To było niesamowite... Aż poczułem się lepiej w jego polu mocy. Gdyby mi jeszcze tylko tak nie ciekło z nosa. Zapytałem go, kiedy będzie w Europie. Powiedział, że w przyszłym roku. A propos chorób... Polacy to jednak lekomani, mnie nie wykluczając ;) Mimo, że większości z nas nic takiego nie dolega, udaliśmy się już na początku do jakiejś słynnej, tybetańskiej lekarki . Na podstawie badania pulsu wie co Ci dol...

Urodziny

Obraz
Lama Ole miał urodziny 19go, więc po wykładach odśpiewaliśmy mu Mahakalę mimo, że go tu z nami nie ma. Wielu się wzruszyło. Później, w polskim gronie, zaczęła się regularna impreza za jego zdrowie... ;) Komuś niefortunnie wygadałem się, że dzień później sam mam urodziny i nie pozwolono mi już tego ukryć. Do północy było zdrowie Olego, po północy moje... Za tort robiła konserwa, którą dostałem na wyjazd od grupy salsowej (smakowała jak nigdy), buteleczka też się przydała ;) W tym miejscu pozdrowienia dla Was, Salseros. Wszyscy byli pod wrażeniem zestawu od Was ;) Powiedzieli tylko, że brakuje pieluch i prezerwatyw. Jedną zresztą dostałem w prezencie, z tekstami: "rozpakuj prezent! przymierz! sprawdzimy, czy wykorzystałeś" :P W ogóle pewnie wyjdę na pijaka, ale jakoś trzeba się tu chronić przed bakteriami i zatruciem. I choć trudno się tu upić, to wytrzeźwieć jeszcze trudniej :P (Pierwszy raz w życiu obudziłem się pijany we własne urodziny.) A propos zatruć, konkurs j...

KIBI i Delhi

Obraz
Inicjacja z Karmapą , jak zwykle, wyrywa z butów! Niestety, ze względu na jego chorobę, już drugi dzień program kursu jest zmieniony i nie możemy się z nim zobaczyć. Jutro za to ma być podwójna sesja, aby nadrobić. Za to energia tu jest ogromna, a każda medytacja niesamowita. Wracają najlepsze wrażenia i przychodzą bez wysiłku. Z tego się chyba cieszę najbardziej. Delhi to zupełnie inny świat. Przejażdżka tuk-tukiem, to przeżycie... Dosłownie, bo czasem masz wrażenie, że ostatnie w Twoim życiu ;) Żaden filmik na YT tego nie odda. Mimo to, jakoś ten dziwny świat funkcjonuje i to z dużym, dostojnym spokojem miejscowych :) Co w tym towarzystwie klaksonów jest dla Europejczyka niepojęte. Upał jest prawie nie odczuwalny mimo temperatury. Właściwie, jeśli już, to zaczyna się dopiero po 14, a w murach klasztoru i tak wciąż panuje przyjemny chłód. Ale mam świadomość, że z dnia na dzień będzie goręcej, a podróż dopiero przed nami. Jedzenie w KIBI mamy genialne i w miarę bezpieczn...

doLot

Obraz
Lotu z Moskwy do Delhi długo nie zapomnę. W rosyjskich liniach zabrania się picia alkoholu - uwierzycie? Bo na pewno uwierzycie, że 5 min po starcie już dwóch Rosjan obok mnie otwierało bez skrępowania, mimo zakazu, 0,7 własnej whiskey, a stewardessa niosła im lód, pokrojoną cytrynę i kilka puszek coli. ;) Gdy odezwałem się po angielsku, siedzący obok Alexiej zapytał skąd jestem i wtedy się zaczęło. Rozmowa o Ukrainie, politykach, komunie i Słowianach. Na szczęście okazał się być "swoim chłopem", a Rosjanie zupełnie przeciw politykom. Najwyraźniej to samo musiał pomyśleć o mnie, bo już 10min później piłem z nimi. Jego kompan poszedł spać, więc skończyliśmy butelkę sami, gadając jak poczciwe chłopy o rodzinie i robocie. Alex wyszedł z samolotu mocno pijany, nie mogąc sobie darować, i tu mam osobistą satysfakcję, że ja byłem właściwie trzeźwy... Dalej bez negatywnych przygód. KIBI zrobiło na mnie świetne pierwsze wrażenie, to miejsce ma wielką energię. Co odbiło się na moic...