Posty

Zakończenie

Obraz
Czas na ostatni wpis na blogu. Przynajmniej na razie, może kiedyś, przy kolejnej okazji podróży, blog zostanie reaktywowany. Oby jak najszybciej... i tylko, jeśli będzie to kogoś interesowało ;) Dziękuję Wam wszystkim za zainteresowanie i pozytywne komentarze przez cały mój wyjazd. Ponad 1000 odwiedzin w niecałe 7 tygodni, to więcej, niż się spodziewałem. Jeżeli macie ochotę poświęcić jeszcze kilka chwil, na przejrzenie bloga od początku, to zapraszam :) Wyedytowałem wszystkie posty w celu dodania, tak upragnionych przez Was, zdjęć, link do większej ich ilości znajduje się TUTAJ , oraz do interesujących tematów, które mogą trochę poszerzyć informacje, o których pisałem i coś wyjaśnić. Posty dzięki temu staną się pełniejsze i bardziej obrazowe. Poniżej dołączam mapkę przedstawiającą jak się poruszałem. Dzięki raz jeszcze i do zobaczenia w podróży ponownie... :) https://mapsengine.google.com/map/edit?mid=zkAn7SQr9LE0.kpG6ZWKsO8qg&hl=pl

Powrot

Obraz
Gdy żegnałem się z KIBI, miałem wręcz wrażenie, że to miejsce również żegna się ze mną. Zielona Tara niemal poraziła mnie prądem. :) Więc czas wracać. I szczerze, nawet nie jest mi z tym tak ciężko, jak myślałem, że będzie ;) Czuję nawet (w końcu) podekscytowanie na tę podróż. Mam poczucie, że tak na prawdę dopiero teraz zaczyna się ta prawdziwa i najważniejsza. Dlatego, że po powrocie trzeba będzie się sprawdzić na ile rzeczywiście coś zmieniło się w moim życiu. Sprawdzić nowe priorytety i wykorzystać nowe siły do tego, by coś zmienić i zbudować coś ważnego. Wielkie rzeczy dopiero nadchodzą... :) Aeroflot od dziś stał się dla mnie najlepszą linią lotniczą na świecie. Serio :D Przy boardingu wyczytane zostało moje nazwisko. Podszedłem trochę zdezorientowany. Okazało się, że z jakiegoś tajemniczego powodu, zostałem przesunięty do klasy bussiness ;] Dużo przestrzeni, fotel regulowany w 20 miejscach, posiłek z tylu dań, że nie zliczyłem, na poziomie drogiej restauracji i steward...

Uwaga! Hindus za kierownica!

Jeszcze w Port Blair spotkałem 2 Hindusów, którzy trochę podróżowali po Europie. Podsumowali, bardzo trafnie, że to co tutaj dzieje się na ulicach, musi być dla mnie jak dziki zachód. :) Przyszło mi na myśl, co taki Hindus musi mieć w głowie, gdy przyjeżdża do Europy na początku. Myśli pewnie: "Co za idiota to zbudował?! Dlaczego wszyscy jeżdżą pod prąd? Ludzie mają chodniki? I nie chodzą po ulicach?! A jak na nie wchodzą, to inne samochody się zatrzymują? Gdzie są ich wszystkie krowy i psy? Nikt nie trąbi? Samochody trzymają się swoich pasów? Przecież tak się nie da funkcjonować! A te kierunkowskazy? One coś znaczą?! Nonsens, co za wymysł?! I może jeszcze na te wszystkie znaki przy drodze ktoś zwraca uwagę?" To dla nich dopiero musi być dziki zachód. Albo może odwrotnie. Zbyt sztywne i za ciasne pudełko, by się w nim wygodnie zmieścić?

Podsumowanie

Przed przyjazdem do Azji słyszałem od ludzi, którzy mieli już za sobą taką podróż, że fajnie jest tego doświadczyć. Raz. Bo generalnie życie tutaj jest denerwujące, pełne trudności, nie ma takiego miejsca do rozwoju jak Europa (to akurat prawda) i w końcu, że naukom, które nam są przekazywane, niczego nie brakuje, są pełnowartościowe. I zwłaszcza to ostatnie chciałem sprawdzić. Nie zawiodłem się. Powiem nawet, że nauki w Europie często lepiej do mnie trafiają, niż od tutejszych nauczycieli, są bardziej przejrzyste. Ale nie powiedziałbym, że jest tu tak źle, denerwująco, albo że nie ma warunków do rozwoju. Moim zdaniem są tu miejsca, gdzie rozwój może wydarzać się niemal samoczynnie. Na pewno nie wrócę już w każde z miejsc, w którym byłem. Ale do Kathmandu, czy Bodhgaya wrócę najszybciej, jak to będzie możliwe. Kiedyś twierdziłem, że życie jest za krótkie, by jechać dwa razy w to samo miejsce. Teraz twierdzę, że życie jest za krótkie, by w te dwa miejsca pojechać wystarczającą lic...

KIBI again + Taj Mahal

Obraz
I znów w KIBI. Przywitała mnie grupa żartujących Niemców (tak, istnieją tacy) i pyszna kolacja. Mimo, że jestem tu dopiero drugi raz, poczułem, jakbym wracał do domu. :) To zadziwiające też dla mnie, jak mocno miejsce wpływa na motywację do praktyki. Ledwo tu przyjechałem, a już chce mi się medytować 5x bardziej. W innych miejscach szukam sobie wymówek, zupełnie niepotrzebnie. A tu cała, wielka Gompa dla mnie :) Mimo końca wycieczki i bliskości domu (śmieję się, że jestem już blisko domu, bo przecież z Delhi mam wylot), to jeszcze nie koniec zwiedzania. Pojechałem do Czerwonego Fortu. Właściwie nic wielkiego, trochę obwarowań wpisanych na listę UNESCO :) Za to obok olbrzymi, prawdziwy, niekończący się targ. Może trochę zbyt nowoczesne artykuły, ale poczułem, że zapewne handel w tym miejscu wygląda w ten sam sposób od stuleci. Przekrzykiwanie się na wzajem, targowanie się, schodzenie z ceny i wciskanie Ci zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Ciekawe przeżycie. Zauważyłem też, ze bardzie...

Andamany cd

Obraz
Wyobrażacie sobie, że na Andamanach nie ma adresów? Podajesz tylko nazwę hotelu, firmy, czy miejsca i... to wszystko :) Zresztą adresy w innych częściach Indii też nie są rozwiązaniem. Wyobrażacie sobie, że w Europie taksówkarz nie zna adresu, który mu dajecie? Tutaj wsiadasz do taksówki, czy rikszy, podajesz adres, negocjujesz cenę, ruszacie, po czym obserwujesz jak Twój kierowca pyta innych o drogę, bo jej nie zna. Po prostu... :) Trochę było kłopotów z nurkowaniem, ale w końcu się udało, choć jednak bez wraków. Samolotu też nie znalazłem. ;] Generalnie trochę nowych rybek, których w Egipcie nie ma, niektóre wielkie okazy i rzadkie ukwiały. Ale jakoś nie byłem zachwycony. Master diver, mimo, że na wyłączność, słabo rozgarnięty. Nurkowanie dość płytkie, do 18m, rafa mała i momentami kiepska widoczność. Wciąż też bez żółwi i delfinów. Nie powaliło mnie to, ale kolejne godziny pod wodą zaliczone. Brak grupy sprawił, że nurkowania były dłuższe, ja przecież prawie nie zuży...

Wesołych Świąt!

Obraz
Może nie z wysp Wielkanocnych, ale wesołych i radosnych życzę wszystkim w kraju :) Rano z Adamem spotkaliśmy się z trzema miejscowymi studentami na motorach. Motocykle były dwa, więc bym mógł się zabrać, zadzwonili po jeszcze jednego kolegę. Obwieźli nas po kilku miejscach. W zamian postawiliśmy im obiad i wieczorem alko. Bardzo szybko starają się zaprzyjaźnić i być blisko. Zadają szybko takie pytania, że ho-ho ;) Zabrali się też za obsługę mojego telefonu, by obejrzeć moje zdjęcia i przesłać bluethooth'em swoje. Jak, u licha, poradzili sobie z polskim menu?! Na motocyklach zatrzymała nas nawet policja do kontroli. Ale mam wrażenie, że to przeze mnie, bo najwięcej pytań było do mnie. W stylu skąd jestem i jak mam na imię ;) Za to na plaży policjantka próbowała wyżebrać ode mnie "one dolar"... wtf? Później jeszcze poszliśmy z Adamem i moją piersiówką, jak porządni Polacy, do parku. Gadaliśmy kilka godzin o filozofii, Buddyzmie, życiu i podróżach. W sumie szkoda...

Port Blair

Obraz
17.04.14 Tak jest, moi drodzy. Drobne wakacje na Andamanach. ;D Gdy wysiadłem z samolotu, napadła mnie grupa riksiarzy. I mimo, że wiem, że tak się nie robi, olałem listę hoteli jakie miałem i zdałem się na jednego z nich. Po długich ustaleniach na czym mi zależy, ruszyliśmy. Pierwszy hotel był paskudny. Mimo to, zmęczenie i wola wzięcia prysznica po 2 dniach podróży prawie mnie tam zatrzymały. Kierowca się jednak wygadał, że to praktycznie poza miastem :] Drugi hotel już był strzałem w dziesiątkę. Gdy zobaczyłem wielu białych turystów, wiedziałem, że zostaję. Cena dobra, do tego gość z recepcji bardzo pomocny. Jedynym minusem miała być odległość od plaży. Myślę sobie - niemożliwe. Ale faktycznie, powrócił koszmar włoskiego Livorno... Jak można zbudować miasto nadmorskie bez kawałka plaży!? Nonsens! No ale mówię sobie: "ja nie dojdę?" Więc ruszyłem w upale, długą promenadą wzdłuż wybrzeża. Ludzie się po drodze uśmiechali, witali itd. W końcu sobie myślę, że chyba mogę...

Darjiling

Obraz
14.04.14 Ze wspomnianą już ekipą 2 Niemek, 2 Nepalczyków, 1 miejscową i kierowcą, jeepem wyjechaliśmy wcześnie rano z Rumteku. Bałem się, że może być ciężko się z tej dziury wydostać, zwłaszcza przez wybory, które paraliżują cały stan. Dlatego ucieszyłem się, że ekipa ma podobny plan i trochę im się do tego jeepa wprosiłem, jako, że Niemki jakoś specjalnie przyjacielsko mnie nie zapraszały. W zamian zdarły ze mnie za tę podwózkę co najmniej 2x więcej niż powinny, więc jakoś nie mam wyrzutów. Plusem, że po drodze odwiedziliśmy jeszcze w zachodnim Sikkimie kilka miejsc, do których sam bym nie dotarł. Kilka jaskiń Guru Rinpoche i stupy w Ranipul. W połowie drogi się od nich odłączyłem, bo one planowały do Darjilingu jechać dopiero kolejnego dnia, a wcześniej zbadać jakieś dzieciaki w pewnej wiosce. Pomogli mi złapać jeepa do Jorethang i tam miałem się przesiąść do Darjilingu. Do tego miejsca wszystko szło gładko. Na miejscu okazało się, że ostatni jeep do Darjilingu właśnie ...

Opcja B

Obraz
Prolog wpisu: istotnym zagadnieniem, by zrozumieć ten wpis, jest konflikt między Karmapami (podstawowe informacje znajdują się tu ). Obecnie w tradycji Kagyu panuje rozłam z powodu istnienia dwóch Karmapów. (Karmapa to głowa, główny nauczyciel w szkole Kagyu.) Popierany przez Shamara (drugi w hierarchii mistrz Kagyu), większość Tybetańczyków na uchodźstwie i większość świata zachodniego Trinlej Taje Dordże ma konkurenta w osobie Ogjen Trinlej Dordże , popieranego przez chińskie władze i (bezprawnie, wg opinii autora bloga) przez Dalaj Lamę. Klasztory i osoby popierające chińskiego Karmapę, popularnie na zachodzie nazywa się Opcją B, Sangą B, lub chińską opcją. 12.04.14 Ten dzień wywołał we mnie ogromne przygnębienie. Poszedłem do Old Monastery, klasztoru powstałego przy starym, niszczejącym domku. Tym samym, w którym mieszkał 16ty Karmapa po ucieczce z Tybetu. Klasztor bogaty, a tak ważny dom zamknięty i popadający w ruinę. Oczywiście miejsce jest pod kontrola opcji B. Gdy się t...

Rumtek

Obraz
11.04.14 Ta część będzie nudna dla niebuddystów ;) Rano poszedłem do Ani Gompa, klasztoru mniszek (Ani to po tybetańsku mniszka). Głównej mniszce (Ani Tsultrim, po prawej na zdjęciu) przywiozłem z Kathmandu reklamówkę ubrań, od jej mamy, a dla pozostałych czekoladki i książkę do nauki angielskiego, od ich nauczycielki, którą poznałem w KIBI. A jest nią Polka, Karolina :) Miałem więc mocne wejście. Posiedziałem z nimi, pomedytowałem i zaprosiły mnie na lunch. Na nim były też dwie Niemki, które robią niesamowitą robotę. Co roku zbierają grupę lekarzy różnych specjalności, miejscowych i europejskich, i jeżdżą z nimi po takich zapomnianych klasztorach na końcu świata, jak ten, badają i leczą ludzi. Niesamowite. Po jedzeniu obserwowałem jak to wygląda, bardzo zabawnie, ale przy tym bardzo pożytecznie. Jutro rano mam tam wrócić na pudżę Zielonej Tary. (Jak się później okazało robią ją rewelacyjnie, z taką werwą, że ci flegmatycy z KIBI, zwani mnichami, mogą się schować ;D ) Mniszki są p...