Jest w odmentach Internetu tak wiele informacji i wskazówek o Sri Lance, że nie będę już tego powielać. Wrzucam tylko trochę zdjęć, które może pomogą niektórym się zdecydować, że w ogóle warto tam pojechać. Natomiast miałem przed wyjazdem, a po przeczytaniu wielu opinii na blogach, ambicję, że po powrocie sprostuję opinię, że dla lokalsów turysta = portfel. Niestety nie mogę tego zrobić mimo najszczerszych chęci... Trudno nawet powiedzieć, że Lankijczycy są mili. Tzn są bardzo miłymi ludźmi. Ale tylko do czasu, gdy nie wiążą Cię z nimi żadne interesy. Gdy tylko potencjalnie mogą na Tobie zarobić, to zrobią to bardzo chętnie, bez pardonu i refleksji (kiepski styl jak na buddyjski naród). Niestety turysta, to turysta, biały, który w przeciwieństwie do nich ma pieniądze i jest w stanie zapłacić każdą kwotę jaką sobie tylko wymyślą. Naciągają i bardzo chętnie nawet przymykają oko, gdy widzą, że naciągają Cię inni, bo dla nich to naturalne. Za przykłady niech posłuży smoczy owoc, który mi p...
Pisanie Wam po raz kolejny, że gdzieś jest niesamowita energia, nie ma chyba już sensu, więc nie będę tego robić. ;) Medytując pod drzewem Bodhi, nóż mi się w kieszeni otworzył, gdy pomyślałem, że kilka miesięcy temu jakiś muzułmanin chciał wysadzić to piękne miejsce w powietrze . Nikt mógł już go w takiej postaci nie zobaczyć... Tyle tam szkół, klasztorów, różnych mnichów, stup . Mógłbym już stąd nie wyjeżdżać. Dużo się dzieje, dużo zwiedzania i nawet chodzenia po górach. Wczoraj na wzgórzu Dakiń był nawet mały bouldering w piaskowcu :) Dziś wizyta u Beru Kientse. Ten człowiek to prawdziwa kula radości, dosłownie. Czerwona Dakini igrała w świetle stupy. Generalnie często dla miejscowych, zwłaszcza w małych miasteczkach i wsiach, jesteśmy atrakcją. Robią nam zdjęcia i kręcą filmy. W jednej z wycieczek natrafiliśmy na protest zamykający nam drogę przejazdu. Mało nie doszło do przepychanek między nami, a całą wioską. Na szczęście nas puścili kompromisowo inną drogą, gdz...
Komentarze
Prześlij komentarz