Posty

Gwatemala

Obraz
Po przekroczeniu granicy z Gwatemalą skierowaliśmy się do Flores, małego miasteczka położonego na wyspie, na największym jeziorze w kraju. Dostęp do miasteczka możliwy jest jedynie przez jedyny most. Widać, że to turystyczne miejsce, ale z klimacikiem. Ceny w wielu miejscach dość przystępne, niemal w każdym lokalu bardzo dobre Wi-Fi i zaskakująco dobra jak na latynoskie standardy organizacja z turystycznymi atrakcjami. Ledwo dotarliśmy na miejsce, a mieliśmy już ogarnięty cały plan na pobyt tutaj. Spacerując po miasteczku, można je poznać w godzinę (kilkukrotnie). W oddali na jeziorze widać kolejne wysepki i cała laguna wygląda ładnie. Mamy akurat na to widok z tarasu naszego pokoju. W centrum znajduje się kościół, który jest właśnie w remoncie. Okazało się, że proboszczem jest w nim ksiądz z Polski. Od 4lat mieszka tutaj, a od 12 w Gwatemali. Opowiadał, że wcześniej mieszkał na południu, bliżej granicy z Salwadorem. Każdej nocy strzelaniny, a każdego ranka po kilka trupów. Takie t...

Belize

Obraz
Nie wspomniałem jeszcze o języku oficjalnym Belize. Jest nim angielski. Jest kilka państw, głównie wyspiarskich, na Karaibach, że hiszpański schodzi na plan dalszy. Z jednej strony to była miła odmiana, z drugiej strony slang i akcent lokalnych Murzynów był czasem językiem zupełnie obcym. Mottem wyspy jest „Go slow” i nam również się to udzieliło. Dni mijały powoli i jakąś aktywność zostawiliśmy sobie na koniec. Za około 70zł udało nam się w końcu znaleźć przyzwoite snorkelowanie na rafie barierowej, na które wypłynęliśmy łodzią na cały dzień. Przy pierwszym wejściu do wody widzieliśmy manaty, spokojne, duże, powolne zwierzęta. Spotkać je w naturalnym środowisku było niesamowite. Drugie wejście do wody było w miejscu, gdzie pełno było rekinów, ale zupełnie nie groźnego gatunku. Pozostałe miejsca już nie są warte wspomnienia, ale czas na łodzi, płynącej w drodze powrotnej na żaglu, mijane delfiny, owoce, posiłki i poncz uświetniły ten dzień doskonale :) Wjeżdżając do Belize oddal...

Droga do Belize

Obraz
W Tulum, w hostelu poznaliśmy pewnego Kanadyjczyka, który bardzo dużo podróżuje, a niemal każdą zimę od lat spędza w Meksyku. Dał nam kilka rad, zwłaszcza by zamiast autobusów używać colectivo, czyli 15-osobowych busów, które kursują na stosunkowo krótkich dystansach, ale można je łączyć, odjeżdżają często i są znacznie tańsze. Udaliśmy się jeszcze do Akumal, małej zatoczki, gdzie przypływa mnóstwo żółwi by się posilić. Niestety nie jest to miejsce ze swobodnym dostępem. Trzeba zapłacić za wstęp (20zl), a pływanie w wyznaczonych przez boje miejscach może się odbyć jedynie w asyście przewodnika, w kamizelce ratunkowej i oczywiście za niemałą opłatą (ok. 100zł). Zostaliśmy właściwie okłamani, że to jedyny sposób, by te żółwie zobaczyć. Później okazało się, że w innych miejscach niż wyznaczone można wchodzić do wody samodzielnie i żółwie tam też się pojawiają. Niemniej jest ich tyle i tak wielkie okazy, że warto to zrobić tak, czy inaczej... Następnie ruszyliśmy w kierunku Belize,...

Majowie i cenoty

Obraz
Jesteśmy w Meksyku już od tygodnia. Ostatnie dni były bardzo intensywne. Trzeba się było odkleić od wybrzeża na chwilę i skręcić wewnątrz lądu. Z siedmiu cudów świata jeden znajduje się w Meksyku. To ruiny Majów, Chichen Itza, a zwłaszcza główna piramida, która jest świetnie zachowana. Całość ruin nie zajmuje jakiegoś wielkiego obszaru, więc można je zwiedzić dość szybko. Dlatego polecam zrobić to w godzinach popołudniowych. Nie ma żadnego limitu zwiedzających, więc gdy te wszystkie grupy z odleglejszych resortów i hoteli wylewają się wokół ruin rano, po wykupieniu drogiej wycieczki, wtedy zwiedzanie może być udręką. W sezonie przyjeżdża tam nawet 30 tyś. osób dziennie(!). Tymczasem popołudniowe słońce daje lepszy klimat na zdjęciach i nie ma już takich tłumów :) Z 7 cudów świata razem zwiedziliśmy już 6 (indywidualnie po 5) i wizytę w każdym zorganizowaliśmy sobie sami, bez biur, pośredników i unikając większych kosztów. I jesteśmy z tego na prawdę dumni. Wystarczyło dojechać au...

Meksyk, okolice Cancun

Obraz
Oto jesteśmy, w końcu w Meksyku! Od pierwszej chwili czujemy, że to będzie bardzo udana podróż. Meksykanie są niesamowicie mili i pomocni. Zastanawiamy się wciąż kiedy się to skończy, czy to tylko na lotnisku? tylko w tym hostelu? tylko w tym mieście? Ale póki co nie kończy się wcale i oby tak do samego końca. Podobnie jak z bezpieczeństwem, bo na razie czujemy się zupełnie niezagrożeni. Wylądowaliśmy w Cancun. To jedno z większych miast, rozbudowane po to, by stworzyć kompleks podobny do słynnego Acapulco, tyle, że po karaibskiej stronie.  Największą atrakcją tutaj jest kolorowy napis CANCUN, do którego są kolejki turystów, i oczywiście plaże z lazurową wodą (Kaś wreszcie uwierzyła, że taka woda istnieje nie tylko na Malediwach). Wzdłuż bezkresnych plaż ciągną się mniej lub bardziej ekskluzywne hotele i resorty. Plaż jeszcze będzie w tej podróży wiele, więc po 2 dniach ruszyliśmy dalej. Promem popłynęliśmy na Isla Mujeres, gdzie oprócz korzystania z jednych z najpiękniej...

Manchester

Obraz
Nawet nie spodziewaliśmy się, że ten przystanek na początku dalszej podróży może być tak fajny i przyjemny :-) Co prawda nie ma tu aż tak wielu atrakcji, czy zwiedzania, by przyjeżdżać tu specjalnie, ale gdy jest "po drodze" - zdecydowanie polecam. Zatem co zobaczyć? Po pierwsze katedra z XVw. Można wejść za free, a witraże, przestrzeń, wielkie organy i stare ściany tworzą wręcz filmowe skojarzenia. Mogłaby się odbyć tam koronacja króla Artura. Po drugie gotycki ratusz, który jest olbrzymi i może się wydawać, że to on jest katedrą. A do tego wszystkie uliczki starego miasta, dookoła ratusza są fantastyczne. Industrialne, zadbane i bardzo brytyjskie. Świetnie jest tam pobłądzić, a chinska dzielnica odpowiada na pytanie gdzie najlepiej zjeść... ;-) Na koniec, trzeci punkt zwiedzania, czyli coś dla fanów piłki nożnej - Old Trafford. To coś więcej niż tylko stadion. To dumna, robotnicza dzielnica, to historia, to ogromne sukcesy z postaciami szlacheckimi w tle i wiel...

Neapol + Pompeje

Obraz
Nie jest raczej tajemnicą, że do Włoch (a zwłaszcza tamtejszego języka) miłością nie pałam. Definitywnie ten krótki wyjazd tego nie zmieni. Powiedzenie "Zobaczyć Neapol i umrzeć", powtarzane tak przez Włochów, jak i moją matkę, rozumiem, że z powodu wstydu. Zapewne deszczowa pogoda nie pomogła nam w pozytywnym odbiorze tego miasta, ale ten brud, śmieci, szarość i liczne, niedokończone budowy sprawiały kiepskie wrażenie. Nie widziałem w Europie gorzej wypadającego miasta, chyba od czasu wizyty w... Wałbrzychu. :P By nie znęcać się nad tym już bardziej, przejdę do pozytywów. A do nich z pewnością należy darmowe wejście do jednej z najładniej wyposażonych katedr, jakie w życiu widziałem. I mimo, że takie miejsca nie są nigdy nr 1 na mojej liście do zobaczenia, to nawet ja musiałem to przyznać. Warte uwagi są jeszcze zamek Nuevo oraz plac del Plebiscito. Przy ładnej pogodzie być może warty zobaczenia byłby jeszcze widok na Wezuwiusz ze wzgórza zamku Sant Elmo, niestety to j...

Sylwestrowe Lechaim!

Obraz
Pewien czas temu Ryanair uruchomił loty do Izraela i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Samoloty latają pełne w obie strony. Możliwość lotu na przedłużony weekend idealnie zbiegł się w czasie z wolnym od pracy okresem międzyświątecznym, więc postanowiliśmy sprawdzić co przyciąga tam takie tłumy. Już pierwsze obrazy po przylocie i dotarciu z lotniska do centrum Tel Awiwu pokazały nam, że jest to kraj kontrastów. Postanowiliśmy się przejść pieszo od dworca Savidor do hotelu na wybrzeżu i przyjrzeć się ulicom, które przecież znalazły się na światowej liście UNESCO jako "White City", będące największym na świecie skupiskiem modernistycznych zabudowań. Szczerze - całkowite rozczarowanie. Przypadły nam do gustu wszechobecne wielkie okna, jednak standard budynków wydawał się co najwyżej przeciętny, a wiele z nich trąciło slumsem. Kontrastem do pierwszego wrażenia okazało się całe wybrzeże i Old Jaffa, czyli części miasta, w których spędziliśmy cały kolejny dzień. Bardzo n...