Droga do Belize

W Tulum, w hostelu poznaliśmy pewnego Kanadyjczyka, który bardzo dużo podróżuje, a niemal każdą zimę od lat spędza w Meksyku. Dał nam kilka rad, zwłaszcza by zamiast autobusów używać colectivo, czyli 15-osobowych busów, które kursują na stosunkowo krótkich dystansach, ale można je łączyć, odjeżdżają często i są znacznie tańsze.

Udaliśmy się jeszcze do Akumal, małej zatoczki,
gdzie przypływa mnóstwo żółwi by się posilić. Niestety nie jest to miejsce ze swobodnym dostępem. Trzeba zapłacić za wstęp (20zl), a pływanie w wyznaczonych przez boje miejscach może się odbyć jedynie w asyście przewodnika, w kamizelce ratunkowej i oczywiście za niemałą opłatą (ok. 100zł). Zostaliśmy właściwie okłamani, że to jedyny sposób, by te żółwie zobaczyć. Później okazało się, że w innych miejscach niż wyznaczone można wchodzić do wody samodzielnie i żółwie tam też się pojawiają. Niemniej jest ich tyle i tak wielkie okazy, że warto to zrobić tak, czy inaczej...

Następnie ruszyliśmy w kierunku Belize, używając colectivo właśnie. W pierwszym przy wysiadaniu poznaliśmy dwie dziewczyny z Argentyny, które chciały jechać prosto do Gwatemali. Razem zapakowaliśmy się do drugiego colectivo i tak się zaczęło... Nagle wszyscy pasażerowie chcieli z nami gadać, więc wysilaliśmy nasz hiszpański do maksimum, by z nimi rozmawiać o podróżowaniu, religii, piłce nożnej i naszych krajach. Staliśmy się atrakcją wycieczki, było bardzo wesoło. I tak dotarliśmy do Chetumal, gdzie nasi współpasażerowie pomogli nam się dowiedzieć gdzie mamy jechać, o której mamy prom i jeszcze złapali dla nas taksówkę ustalając dobrą cenę :D

Po drodze minęliśmy jeszcze Bacalar, ponoć piękną, słodkowodną lagunę, którą wszyscy chwalą. My już nie mieliśmy czasu.

Dworzec dla promów był ciekawym miksem tego co widzieliśmy w Meksyku z... cywilizacją. Dobre Wi-Fi chociażby było zaskakujące. Formalności na granicy już nam pokazały, że wjeżdżamy do drogiego kraju. Ale z jakiej racji opłata za wyjazd z Meksyku wynosi 100zł na osobę, tego nie rozumiem. Podobnie za wjazd do Belize jest opłata, choć akurat stosunkowo mała.

Zatem prom z Chetumal zabrał nas na wyspę San Pedro, tam tak na prawdę przekroczyliśmy
granicę do Belize, a następnie tym samym promem popłynęliśmy na wyspę Caye Caulker. Jest malutka i bardzo backpackerska. Choć nie brakuje i starszych Amerykanów (ale akurat takich, którzy trochę już świata widzieli). W tym przypadku backpackerska nie znaczy tania. To zaskakujące, że taki biedny kraj jest tak drogi. Dolar belizeński ma sztywny kurs do amerykańskiego i wynosi 2bz:1us (na pieniądzach, każdym nominale jest królowa Elżbieta, ponieważ jest to była kolonia brytyjska).

Największą atrakcją tego malutkiego kraju jest wielki blue hole, który jednak jest dość daleko od wybrzeża. Obejrzeć go w dowolny sposób (lecąc awionetką, nurkując, snorkelując, czy tylko przepływając), to wydatek mijający się ze zdrowym rozsądkiem o lata świetlne. Nurkowałem w różnych miejscach na świecie i uznałem, że nie zapłacę 260$ (US!) za 3 nurkowania (w tym jedno w blue hole). Znacznie taniej można obejrzeć blue hole w Egipcie, gdzie prawdopodobnie rafa jest nawet ładniejsza. Pozostaniemy pewnie przy snorkelingu na rafie w pobliżu oraz na własną rękę przy brzegu, skoro i tak mamy własny sprzęt. Przyjechaliśmy tu
jednak głównie nacieszyć się morzem karaibskim i posiedzieć pod palmami z drinkiem w ręku. I tego planu się trzymamy... ;)
Przed nami kilka dni w raju.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Meksyk, okolice Cancun

Sylwestrowe Lechaim!

La Habana – dezorientująca układanka rozsypujących się puzli